Cel.
poniedziałek, 16.sierpnia.2010, 22:42
A oto nowy kąsek na mojego bloga. Nie jestem do końca pewna, dlaczego to powstało, ale cóż... Skoro są to literki, to można to przeczytać. A więc, proszę!
***
Ewelina Gawron kochała pisać dzienniki. Robiła to już od dobrych dziesięciu lat, kiedy to w trzeciej klasie podstawówki mama pokazała jej własny pamiętnik. Tak jej się to spodobało, że natychmiast zabrała się do spisywania wspomnień i myśli w nowym, zakupionym przez matkę zeszyciku. Przez lata był to jej codzienny rytuał, sprawiający, że cały dzień nabierał więcej sensu. Dzięki temu układała własne myśli, analizowała wszystko, co ją spotkała i rozstrzygała trudne wybory. Nie potrzebowała żadnej przyjaciółki czy przyjaciela. Miała jedynie wielu znajomych, nic więcej. Rad udzielała sobie sama po przeczytaniu starannych zapisków. Uwielbiała swoją niezależność i tajemniczość. Świadomość, że wszystko, co ważne trzymała w sekrecie, sprawiała jej niewypowiedzianą radość. Wystarczyło jedynie, że wyspowiadała się ze wszystkiego w jej właściwy sposób.
Wartość dzienników pogłębiał fakt, że Ewelina wprost nienawidziła pokazywać ludziom choć najdrobniejsze fragmenty siebie. Była przekonana, że można ufać jedynie słowom pisanym, których nikt nigdy nie będzie miał szansy przeczytać.
Była wręcz uzależniona od chowania przed światem wszystkich, choćby najdrobniejszych, informacji o sobie i każdy rok pogłębiał tą przypadłość, która stała się jej obsesją, fobią i hobby jednocześnie. Żyła w przekonaniu, że jej największym celem życiowym jest chowanie się przed rzeczywistością i jeśli zawiedzie, straci swoją wartość i wyjątkowość.
Właśnie dlatego, kiedy została sławną pisarką, udawało jej się zachować w jakimś stopniu anonimowość. Z nikim się nie spotykała i nikomu nie powierzała własnych tajemnic, dlatego nikt nie mógł powiedzieć dziennikarzom czegoś ciekawego na jej temat. To było wspaniałe uczucie i Ewelina uśmiechała się do siebie za każdym razem, kiedy o tym pomyślała.
Pewnego dnia spotkała w restauracji przedziwnego człowieka. Przechadzał się między stolikami z dziwnym wyrazem twarzy, jednak całkowicie nieoficjalny strój sam za siebie mówił, że nie jest to kelner. Czerwone spodnie sugerowały, że mógłby być gejem, jednak coś w jego postawie mówiło Ewelinie, że wcale tak nie jest.
Przyglądała mu się zaciekawiona, delikatnie gładząc idealnie wyregulowane brwi. Był to jej stary nawyk, pojawiający się za każdym razem, kiedy nad czymś się zastanawiała. W pewnym momencie pokręciła jednak głową, uważając by nie zniszczyć misternie ułożonej fryzury i wbiła brązowe oczy w swój talerz. Spokojnie kroiła kurczaka faszerowanego szpinakiem, mając nadzieję, że danie wraz z ziemniaczkami jako dodatkiem nie zagrozi jej nienagannej, aczkolwiek kobiecej, figurze. Ewelina nie przepadała bowiem za zajęciami fizycznymi, nie licząc pływania, dzięki któremu była bardziej sprężysta w ruchach.
- Przepraszam, czy mógłbym się dosiąść? – Mężczyzna, którym przed chwilą tak się zaciekawiła, stał tuż przed nią z delikatnym uśmieszkiem na wąskich wargach i patrzył na nią pytająco. Szybko prześlizgnęła po nim wzrokiem, wytarła chusteczką pełne, malinowe usta i skrzywiła się z pogardą.
- A kimże pan jest, aby składać mi tego typy propozycje? – prychnęła, unosząc wysoko podbródek. Nienawidziła ludzi, którzy odzywali się do niej bez powodu. Jeszcze bardziej działały jej na nerwy takie bezczelne typy, jak on.
- Tylko niewinnym chłopcem, szukającym miłego towarzystwa – rzekł, z całą pewnością, mężczyzna. Ewelina przyglądała mu się czujnie, szukając prawdziwej odpowiedzi. Jego, na nieszczęście, przystojna twarz niczego nie zdradzała.
- Nadal nie rozumiem, lecz, zaciekawił mnie pan. – Wskazała gestem miejsce naprzeciw siebie.
- Dziękuję.
- Skoro już pan siedzi, czym mogę służyć?
- Niczym, prócz swej urody i inteligencji – odparł mężczyzna, zdmuchując z czoła kosmyk, nieco przydługich, czarnych jak smoła włosów. Ewelina w duchu przyznała, że są jeszcze ciemniejsze od jej własnych, jeśli to w ogóle możliwe.
- Czemu pan sądzi, że mam coś w głowie? – spytała, powracając do posiłku.
- Widzę to w pani oczach, Ewelino.
- Rozumiem – warknęła, spinając się. – A więc jest pan kolejnym reporterem, mającym na celu ujawnienie światu jakiś pikantnych szczegółów z mojego życia osobistego?
- Ależ skąd. Czemu coś takiego przyszło pani do głowy?
- Zna pan moje imię.
- Wielu ludzi tutaj je zna – stwierdził, z resztą zgodnie z prawdą. – Mimo, że na tej małej, śmiesznej fotografii z tyłu książek wygląda pani nieco inaczej, umiem rozpoznać człowieka.
- Nie rozumiem, skąd te czerwone spodnie – rzuciła Ewelina, zanim zdążyła się opanować. Poczuła, że lekko się rumieni. Nie była przyzwyczajona do takiej swobody. Zwykle zatrzymywała dla siebie własne myśli, nie pozwalając byle komu wniknąć do swego świata.
- Uznałem je za zabawne – odpowiedział spokojnie mężczyzna, uśmiechając się lekko. Niebieskie oczy zalśniły figlarnie. To soczewki, czy ich naturalny kolor?
- Rozumiem. – Również się uśmiechnęła. Lubiła robić rzeczy z kompletnie błahych powodów. Spodobało jej się takie wyjaśnienie. – Skoro już wiem, dlaczego nosi pan czerwone spodnie, może uraczy mnie pan imieniem?
- Swoim? – zaśmiał się. – Bo mam na przykład labradora. Nazywa się Pączek, jeśli to panią interesuje.
- Pewnie niezłe z niego ciacho, co? – odparła odruchowo, cicho chichocząc.
- Pięknie się pani śmieje. Jestem Michał. Michał Lewandowicz. Ale niech pani mówi do mnie po imieniu. – Wyciągnął do niej dłoń, którą mocno uścisnęła.
- Ewelina Gawron. Możesz mi mówić, Ewelina.
- Z wielką przyjemnością – odparł Michał, a na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
Spotykali się niemal codziennie. Ewelina nigdy nie otworzyła się przed nim, co jednak nie przeszkadzało im w miłym spędzaniu czasu. Wybierali się do kina, do teatru i do restauracji. Kilka razy zaprosił ją do domu, który bardzo się jej spodobał. Znajdowali mnóstwo rzeczy, o których mogli mówić. Ewelina nie martwiła się, że zdradzi mu zbyt wiele o sobie, bo już dawno opanowała ostrożne dozowanie słów.
Cztery miesiące później umówili się na niedzielny lunch. Mieli zamiar wyskoczyć do małej kawiarenki, niedaleko jej mieszkania. Chętnie się zgodziła, a po mile spędzonym czasie, pozwoliła wejść mu do siebie. Jej mieszkanie było dość bezosobowe – kolejne zabezpieczeniem przed wpuszczeniem kogokolwiek do swojego wnętrza. Michałowi się jednak spodobało. Zaczął przychodzić częściej, aż zaufała mu na tyle, by mógł poruszać się po nim samowolnie.
Raz, kiedy musiała wyjechać na tydzień, zostawiła mu pod opieką swoje rybki. Zwykle, prosiła o to sąsiadkę, ale uznała, że Michał jest lepszym kandydatem. Zgodził się chętnie, obiecał dbać o dom i pilnować czystości akwarium, a potem dał jej buziaka na pożegnanie.
Nigdy więcej go nie spotkała.
Leżąc na nowej kanapie, przeglądała kanały telewizyjne. Zatrzymała się na wiadomościach i ziewając przybrała wygodniejszą pozycję. Kiedy zobaczyła własną twarz, otworzyła szerzej oczy i wbiła je w ekran.
Mili państwo! Wreszcie, po wielu latach nieustannych prób dowiedzenia się czegokolwiek o Ewelinie Gawron, mamy dla was wspaniałą wiadomość! Już niedługo będziecie mieli okazję obejrzeć film pod tytułem „Moje akwarium życia” reżyserii Michała Lewandowicza! Jeszcze nie znamy wielu szczegółów, ale film ma być całkowicie oparty na faktach i… - Wyłączyła telewizor i wzięła jeden, głęboki wdech. Powoli podniosła się z kanapy. Wchodząc do sypialni poczuła dreszcz przerażenia na karku. Delikatnie otworzyła szafę, odsunęła niepotrzebne graty i zajrzała do kartonowego pudła po starych rolkach. Jej oczy zamknęły się z rezygnacją, gdy przeczytała pierwsze zdanie jedynej pozostałej kartki:
Cześć! Jestem Ewelina Gawron i nigdy, przenigdy nikomu nie pokażę kim naprawdę jestem!
***
Pokornie proszę o komentarze :)
Karmelowa
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowych notkach, wpisz się do listy meilingowej.